WP Ważny temat

Moda nie zna granic

Aleksandra Nagel
Partner Ważnego Tematu czytaj ten artykuł
Made in France, Made in Italy, Made in UK – to hasła, które w naszej kulturze znaczą wiele, szczególnie w świecie mody, ale czy naprawdę w dzisiejszych czasach możemy mówić o modzie francuskiej, włoskiej albo angielskiej? Nigdy tak nie było, bo moda nie zna granic, nie ma określonej narodowości i jest wolna! Moda – podobnie jak każda inna dziedzina sztuki – uwielbia mieszać kultury i tradycje, przenikać się, zapożyczać i tym samym otwierać nasze umysły na nowe, niezbadane, ciekawsze.

Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele ubrań i dodatków w naszej zwykłej szafie swoje początki ma na końcu świata. Jak wiele rzeczy, które dziś uważamy za klasyczne, pochodzi z odległych krain i egzotycznych kultur. Wystarczy wspomnieć chociażby o espadrylach, które przywędrowały do nas z Hiszpanii, a które na salony w latach 70. wprowadził sam Yves Saint Laurent. To dzięki niemu espadryle noszone przez hiszpańskich żeglarzy i rolników nabrały elegancji. Ze słonecznej Hiszpanii przywędrowały na paryskie salony w nieco odmienionej formie – z podwyższoną podeszwą w okolicach pięty, tak aby kształtem przypominały buty na platformie. Co ciekawe, dziś kiedy pomyślimy o espadrylach na podeszwie z klinem nie przychodzi nam do głowy francuski dom mody YSL i jego muzy, ale przede wszystkim Kate Middleton, która wiosną i latem bardzo często nosi espadryle na platformie.

Na statkach i łajbach narodziły się także jeansy. Choć ich początki kojarzą się nam głównie ze Złotą Gorączką na Dzikim Zachodzie i historią Stanów Zjednoczonych, w rzeczywistości ich niebywała kariera rozpoczyna się nad Jeziorem Genewskim, gdzie w XIX wieku produkowano specjalną tkaninę w kolorze Blue de Genes. To właśnie od „błękitu genewskiego” wzięły swoją nazwę wszystkie jeansy świata, noszone przez żeglarzy, robotników, a następnie farmerów i poszukiwaczy złota. Zanim jednak wynaleziono syntetyczne barwniki, a Levi Strauss stworzył swoje jeansowe imperium, tę niebieskość genewscy farbiarze uzyskiwali tylko z jednego – jakże egzotycznego – źródła. To barwnik z indygo, rośliny rosnącej tylko w Indiach.

Inspiracji w egzotycznych krajach poszukiwał też wielki mistrz Paul Poiret, który zrewolucjonizował światową modę, zanim pojawiła się Coco Chanel. Do historii przeszły jego niebywale zdobione płaszcze, przypominające japońskie kimono. Zafascynowany rosyjskimi baletami Diagilewa ubierał swoje modelki w orientalne haremki, a na głowy zakładał im turbany. Nie on jeden z ciekawością, a nawet dziką fascynacją, spoglądał w kierunku Japonii, Chin czy Persji i Egiptu. Mariano Fortuny – hiszpański artysta i designer działający na przełomie XIX i XX w. – był wielkim miłośnikiem podróży, z których przywoził kolejne pomysły na wzory tkanin. Dzięki odkryciom archeologicznym podróżował nie tylko w przestrzeni, ale także czasie. W modzie zasłynął strojami przypominającymi tuniki starożytnej Grecji.

Suknie przypominające północnoafrykańskie tuniki czy szlafroki-kimona bogato zdobione haftami – to projekty Vitaldiego Babani, który na początku XX wieku dostarczał paryskiej bohemie namiastek egzotycznych podróży w postaci ubrań, biżuterii, perfum, mebli czy sztuki. To dzięki niemu nie tylko szafy, ale całe domy paryżan zamieniły się w etnograficzne muzea i galerie sztuki orientalnej. Tak oto moda – bez paszportu czy wizy - przekraczała kolejne granice, inspirując się światami, które odkrywała, kreacjami kobiet mówiącymi różnymi językami, o różnych kolorach skóry i różnych tradycjach.

- Jeśli chcesz coś w życiu zmienić, zrobić coś ważnego, wyjdź z domu i wyrusz w nieznane – to rada, którą nie raz słyszeliśmy. Z pewnością słyszała ją także Coco Chanel, która kilka dekad temu ze złamanym sercem wyruszyła w podróż do Wenecji. Czas, który tam spędziła, silnie wpłynął na jej modę. Ociekające złotem mozaiki z Bazyliki Św. Marka stały się inspiracją do stworzenia sztucznej biżuterii, a stroje gondolierów były początkiem wielkiej mody na paski, którą w dużej mierze wylansowała także Coco Chanel.

Każda podróż wnosi coś do naszego życia, otwiera na nieznany dotąd świat, z którego naturalnie czerpiemy i którym się inspirujemy. Moda karmi się fascynacją. Tak było chociażby w przypadku amerykańskich żołnierzy, którzy po zakończeniu II wojny światowej z Dalekiego Wschodu przywieźli żołnierskie kurtki zdobione haftowanymi tygrysami, kwiatami i feniksami. Te niezwykłe pamiątki łączyły w sobie dwa odległe od siebie kraje i szybko stały się hitem nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też na całym świecie. Dziś, gdy zakładamy kolejną wzorzystą bomberkę, zwykle nie mamy świadomości, że jej pierwowzór to „Sukajan” – dzieło, które powstało dzięki przekraczaniu granic.

Sonia Rykiel, Kenzo czy wspomniany już Yves Saint Laurent – to kolejni projektanci, którzy na przełomie lat 60. i 70. czerpali pełnymi garściami ze stylu etno, inspirując się sztuką i kulturą odległych krain. Palestyńskie chusty, latynoskie spódnice, indonezyjskie batystowe tkaniny czy skórzane sandałki – to wszystko można było znaleźć w ich projektach. Moda na różnorodność w szafie i łączenie niepołączalnych zbiegła się w czasie z początkiem ruchu hippisowskiego, który rozpoczął w świecie mody wielkie etno-szaleństwo!

Nie ma takiej dekady w modzie, która nie fascynowałaby się – choćby w małej części – egzotyką, etno czy odległymi krainami. Dries van Noten, Kenzo czy John Galliano – to tylko kilku z wielu twórców mody, którzy od początku lat 90. czerpali pełnymi garściami z azjatyckiej, afrykańskiej, a nawet arktycznej sztuki i kultury. Jednak egzotyka – zdaniem Driesa van Notena - to dziś nie tylko dalekie podróże czy inspiracje z najbardziej odległych zakątków świata, ale po prostu oderwanie się od rutyny, zbaczanie z utartych ścieżek:

- Większość osób myśli, że egzotyka to coś związanego z odległymi krajami – mówi projektant. – Jednak dla mnie to raczej wszystko to, co zmienia nasz kierunek myślenia, od zwykłej codzienności, rzeczy pewnych i przewidywalnych w naszym życiu, ku nowym światom – niesamowitym, gościnnym i ciepłym – podsumowuje.

Słomkowy kapelusz typu panama, wzorzyste tuniki czy ozdobne kolczyki – to wszystko powstało dzięki podróżom, dzięki przekraczaniu granic i szeroko otwartym oczom, a także umysłom, ich twórców. Istnieli oni nie tylko kilka dekad temu. Są obecni także dzisiaj i w świecie mody robią prawdziwe cuda! Wystarczy wspomnieć tu chociażby o haitańskiej projektantce Stelli Jean, która mieszka we Włoszech i w genialny sposób łączy różne kultury i inspiracje, zamieniając swoje projekty w niesamowite modowe patchworki. Mieszankę wielu kultur i inspiracji z różnych stron świata odnaleźć można także w projektach greckiej designerki Mary Katrantzou, która od wielu lat tworzy w Londynie, ciesząc się ogromnym zainteresowaniem. Modę wolną, nacechowaną wpływami z różnych stron świata, eklektyczną, odkryć można również m.in. w kolekcjach: Emilio Pucci, Marni, Mara Hoffman czy Temperley London. Projekty tych domów mody dowodzą, że moda nie tylko nie zna granic, ale nieustannie – od dawien dawna – jest otwarta i spragniona nowości, czerpiąc inspiracje ze wszystkiego co ją otacza. Nie jest jednorodna, nie ma określonej narodowości i uwielbia podróże! Wciąż poszukuje i chłonie wszystko jak gąbka. Gdzie wyruszy w swoją kolejną podróż? Z pewnością nie raz jeszcze dotrze na kraniec świata, przejdzie tropikalną dżungle czy wejdzie na któryś z wielkich szczytów ziemi, ale od kilku dekad ma jeszcze jeden kierunek – wciąż dość tajemniczy i nie do końca zbadany. To kosmos! Dowodem na to, że świat mody jest otwarty i gotowy na podbój kosmosu niech będzie ostatni pokaz Chanel. Kilka tygodni temu wielki Karl Lagerfeld, który – jak żaden inny współczesny projektant – potrafi perfekcyjnie wyczuwać trendy i przewidywać modową przyszłość, zaprosił gości pokazu na start rakiety kosmicznej. Czy Karl Lagrfeld zamierza podbić kosmos? Teraz, gdy odkryto siedem bliźniaczych planet Ziemi, podróż ta wydaje się jeszcze bardziej realna, jeszcze bardziej fascynująca i jeśli nie zrobi tego on, na pewno zrobią to jego następcy!